Pewnie wszyscy, nawet obudzeni w środku nocy, umiemy przytoczyć typowe teksty, które regularnie słyszymy od mam: „Zjesz jeszcze? Na pewno jesteś głodny”, „Nie jest ci zimno? Dzisiaj wieje”, „Wszystko w porządku? Dzwoniłam godzinę temu i nie odebrałaś”. Czasami kwitujemy je uśmiechem, gdy mamy gorszy dzień, mogą wywołać irytację. Niezmienne jest jedno: krystalicznie czysta troska, z którą wypowiadają je mamy. Dzisiaj z Izą wyobrażamy sobie, że jak nasze dzieci będą mieć te 25 czy 35 lat, to będziemy inni. Radować nas będzie ich samodzielność, gdy dzielnie będą stawiać czoła życiowym wyzwaniom. Zostawimy im dużo przestrzeni, żeby mogli w pełni wyrażać siebie. Ta jasne. Już dzisiaj wiem, że gdy zaprosimy ich na niedzielny obiad, na którym uraczymy ich z Izą jedną ze specjalności Ostrowidzkich, czyli jakże skomplikowanym spaghetti, to będziemy typowymi rodzicami. Będziemy pytać, czy im smakuje, czy na pewno się najedli i czy może jednak nie chcą dokładki, bo przecież zrobiliśmy więcej, specjalnie dla nich oczywiście.

No zjedzcie, zjedzcie, mama z myślą o was kupiła ten pyszny makaron. 

Bo w sumie jak można inaczej, skoro cały czas ma się przed oczami te maluchy, które stawiają pierwsze kroki, podejmują wyzwanie okiełznania łyżki z zupą czy też próbują podzielić się swoimi myślami, znając ledwie kilkadziesiąt słów? Choćby wychowały najbardziej samodzielnych, dzielnych i zaradnych życiowo ludzi, to mamy zawsze będą z czułością wspominały, gdy dzieci najbezpieczniej czuły się wtulone w nie.

Najlepsza mama na świecie

Gdy patrzę na Izę, to wiem, że nasze dzieci nie mogły mieć lepszej mamy. Mają taką, która każdego dnia, mając na głowie trzydzieści różnych rzeczy, bezustannie myśli o nich i o tym, żeby było im jak najlepiej. I to nie tylko tu i teraz, ale też w przyszłości. I zawsze znajduje ten złoty środek. Wymaga, ucząc samodzielności i pewności siebie, ale hojnie obdarza ciepłem, dając Antkowi i Mai poczucie bezpieczeństwa. A do tego jest wspaniałą żoną, córką, siostrą, przyjaciółką, spełnia się zawodowo. Wielozadaniowość to moim zdaniem mit i bzdura. Z jednym wyjątkiem – mam. Tylko one umieją pogodzić to wszystko.

Więc gdy mama po raz setny zapyta nas, czy przygotowana przez nią zupa smakuje i czy aby na pewno nie chcemy drugiego talerza, to pamiętajmy, że to właśnie one dzielnie lulały nas w nocy i hojnie rozdawały magiczne buziaki, po których w zapomnienie odchodził ból po każdym skaleczeniu. I że żadna pomidorowa nie będzie nigdy smakowała lepiej niż ta z dzieciństwa. I wciśnijmy ten drugi talerz.

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich mam! Chyba tylko dzięki Wam i oceanie Waszej miłości ziemia jeszcze się kręci.

M.