Czasem ktoś dziwi się, że idziemy do muzeum czy teatru z dwuletnim dzieckiem. Najczęściej ten ktoś sam jest rodzicem i zapewne przed oczami staje mu jego własny żywy szkrab, istota nie do poskromienia. Powiedzieć dziecku, żeby czegoś nie dotykało, nie krzyczało, nie biegało i że nie, nie może teraz dostać wafelka, bo tu nie można jeść, to jak strzał w kolano. 100 procent, że będzie nie tylko dotykało, ale też z pasją miętosiło. Krzyk podniesie co najmniej o kilka decybeli, a dla większego efektu, biegając udawać będzie strasznego (i imponująco wręcz głośnego) potwora. Jedzenia domagać się będzie gorzko szlochając (albo chociaż porządnie jęcząc), najpewniej dając upust swemu niezadowoleniu, tarzając się po podłodze (o zgrozo, jak bardzo brudnej!)

Spodziewacie się teraz, że wyskoczę z przełomowym tekstem: „Jak sprawić, żeby Twój maluch spokojnie zachowywał się w przybytkach kultury?” Otóż nie, bo jednej złotej rady niestety nie ma. Ba, nie ma nawet dwóch czy trzech złotych rad. Ale jest jeden sposób, żeby ograniczyć zagrożenie do minimum. Idźcie ze swoim potomkiem tam, gdzie sami chętnie poszlibyście, będąc dzieckiem. Do miejsca stworzonego z myślą o najmłodszych, interaktywnego i pełnego niespodzianek.

Zabawa z królem Maciusiem Pierwszym

Taka właśnie jest wystawa “W Polsce króla Maciusia. 100-lecie odzyskania niepodległości” w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie. Pamiętacie, o czym pisał Janusz Korczak w tej niezwykle mądrej książce? Jej bohaterem jest dziesięcioletni chłopiec, który po śmierci ojca wstępuje na tron i urządza wyniszczony przez wojnę kraj. Sam musi nauczyć się mechanizmów sprawowania władzy, musi wziąć odpowiedzialność za rządzenie krajem. Co zrobić, żeby wszystkim było dobrze? Jak rządzić państwem, żeby ludzie byli w nim szczęśliwi? Czy łatwo jest rządzić? To pytania, które zadawał sobie tytułowy bohater „Króla Maciusia Pierwszego”. I na te pytania rodzice z dziećmi starają się wspólnie znaleźć odpowiedź, uczestnicząc w tej wystawie.

Rządzenie państwem – dla kogo ta wystawa?

Muzeum rekomenduje wystawę dla dzieci w wieku 6-12 lat, ale zapewniam Was, że 2-4 latki też będą się tam świetnie bawić. Owszem, nie zrozumieją wszystkiego i przeżyją ją na swoim poziomie rozwojowym, ale po pierwsze: bywając w takich miejscach zakodują sobie w głowach, że muzeum jest fajne, nie będzie im się kojarzyć z czymś nudnym, czego w dużej mierze nie rozumieją, a po drugie: zawsze wyniosą z niej coś nowego i wartościowego. Sami się zdziwicie. Maja (2 l.) i Antoś (3,5 l.) byli zachwyceni, a starszak opowiadał w przedszkolu z wielkim przejęciem, że był w muzeum. Zapytany, co mu się najbardziej podobało, odpowiedział że budowanie królestwa z klocków, huśtawka i ciąganie lwa za ogon. Nasza dwulatka z kolei wyglądała na bardzo zafascynowaną słuchawkami, przez które można było posłuchać historii o Maciusiu.

No to ruszamy!

Na wystawie dzieciaki mogą wszędzie wchodzić, o wszystko pytać i wszystkiego próbować. Mali ludzie mają się tu czuć dobrze. Od wejścia tak w istocie jest – każdy z nich na wstępie otrzymuje swoją własną papierową koronę, aby poczuć się jak prawdziwy król czy królowa. Dalej na zwiedzających czeka film: „Co wydarzyło się 100 lat temu?”. Ci bardziej ruchliwi, zamiast na zwykłym krzesełku, mogą zasiąść na konikach na biegunach. Rewelacyjny pomysł, ale na nasze łobuzy niestety nie podziałał. Owszem, na konikach chętnie się bujały, ale film jeszcze ich nie zainteresował. 6-8 letnie starszaki zdawały się z kolei zaciekawione, więc to zapewne kwestia wieku.

Wejdź z dzieckiem do świata książki

Wchodząc dalej, dzieci trafiają do bajkowej przestrzeni, narysowanej ręką Iwony Chmielewskiej. Maja i Antoś wchodząc do tego fascynującego świata książki, same zamieniły się w małego króla i królową: siedziały na wielkim tronie, dumnie dźwigając na głowach swoje korony, huśtały się na huśtawce, odkrywały zapachy cynamonu czy czekolady ukryte w ścianie, dopasowywały najlepszą koronę dla władcy i ciągnęły lwa za ogon. Napisały (a dokładniej: Antek narysował, a Maja nabazgroliła) list ze swoimi postulatami, zbudowali królestwo z wielkich klocków i wzięli udział w głosowaniu. Tata z kolei zajrzał do garderoby i wygrzebał w niej strój marzeń – zapomniałam wspomnieć, że dorośli bawią się na wystawie nie gorzej niż dzieci.

Cały ten bajkowy świat wciąga małych uczestników wystawy i skłania ich m.in. do odpowiedzi na pytania: jak wyglądałby świat z moich marzeń i do czego mam prawo. Uczą się też, że aby żyć dobrze razem, trzeba ze sobą współpracować, uczą się równości, tolerancji i odpowiedzialności. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – idźcie, a ani Wy, ani Wasze maluchy nie będziecie żałować. I śpieszcie się, bo wystawa trwa tylko do 1 lipca 2019 r.

Ale to nie koniec

Sama wystawa to nie wszystko. W Muzeum POLIN znajdziecie też miejsce edukacji rodzinnej „U króla Maciusia”. To kolorowa, pełna zabawek i książek przestrzeń, zaprojektowana z myślą o najmłodszych. Razem ze swoimi maluchami możecie tu rysować, bawić się, czytać i grać na instrumentach. Wstęp jest bezpłatny. Przy wyjściu Maja urządziła nam niemałą histerię – chętnie spędziłaby tam dużo więcej czasu, niż życzyliśmy sobie tego my – jej bezduszni rodzice.

W okolicy kas biletowych znajdziecie też figurki zwierząt, w które mogą przebrać się Wasze dzieciaki – świetna zabawa dla małych i dużych 🙂

I.
Więcej informacji znajdziecie na stronie Muzeum: https://www.polin.pl/pl
Cena biletu: bilety: 12 zł (normalny) / 8 zł (ulgowy) / 30 zł (rodzinny)