Jest pewna rzecz, której się boję. Niejedyna oczywiście, ale akurat ta wyjątkowo spędza mi sen z powiek. Boję się tego momentu, gdy Antoś i Maja zaczną stawać się nastolatkami. Na razie bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że te dwa małe, słodkie szkraby mogą być za około 10 lat mrukliwe i opryskliwe. Dzisiaj też potrafią dać w kość. Ale po chwili tulimy się, wymieniamy buziaki i słyszymy na przykład „Pepasiam” od Mai. I gdyby to była kreskówka, to w tym momencie różowe jednorożce wbiegałyby do naszego domu na tęczy.

Marnujecie mi życie!

Za te 10 lat usłyszymy pewnie, że „marnujecie mi życie” i „nic nie rozumiecie”. A my jak katarynki będziemy powtarzać: „o nie, nie, nie będziemy tak rozmawiać” i „dziecko, ile Ty masz lat?”, będziemy bezradnie rozkładać ręce i mówić, że przecież lulaliśmy w nocy, gotowaliśmy rosołki, czytaliśmy książki, robiliśmy piaskowe lody w piaskownicy, że o pieluchach już nie wspomnę. Te pieluchy to będzie mój as w rękawie. Argument ostateczny.

Mówimy sobie, że jesteśmy i będziemy rodzicami, którzy chcą rozumieć świat swoich dzieci, ich radości, problemy i wyzwania, z którymi muszą się mierzyć. Na razie to jeszcze względnie łatwe. Pewne rzeczy nasze łobuziaki nam już bardzo jasno komunikują, niektórych musimy się domyślać. Ale jakoś pomagamy im zrozumieć świat i uczyć się go. Ale mam nieodparte wrażenie, że za pewien czas dziecięcy świat zacznie przekształcać się w nastoletni. A ja poczuję się jak staruszek, który będzie powtarzał „za moich czasów, to…”. I to dzieci zaczną mi tłumaczyć coraz więcej rzeczy, żeby ich staruszek rozumiał, co się dzieje wokół.

Czasy bez internetu? A były takie.

Bo przecież jeszcze niedawno żyło się zupełnie inaczej. Naprawdę pamiętam czasy sprzed internetu. Grałem w piłkę, kapsle, bawiłem się w podchody. A kolegów to trzeba było wołać spod klatki, nawet gdy mieszkali na piątym piętrze. „Proszę pani, a Adam może wyjść?”. I za chwilę pół osiedla wiedziało, że Adam wyjdzie jak tylko skończy jeść obiad. Domofon był wynalazkiem, który najwidoczniej uznaliśmy za zbędny.

Kiedyś bawił mnie na filmach motyw ojców poznających chłopaków swoich córek. Te ich wrogie spojrzenia, delikatne groźby. Czysta komedia. Teraz już mnie to nie bawi.  

Trudny do ogarnięcia świat nastolatków to jedno, ale bycie tatą nastoletniej córki to kolejne zmartwienie. Bo do mojej córeczki będzie przystawiał się jakiś pryszczaty nastolatek, który w głowie będzie miał tylko jedno?! Przecież ja tego nie przeżyję! Kiedyś zawsze bawił mnie na filmach motyw, gdy ojcowie poznają chłopaków swoich córek. Te ich wrogie spojrzenia, delikatne groźby. Czysta komedia. Teraz już mnie to nie bawi. Teraz podpatruję, jakich tekstów używają i jak patrzą na tych przestraszonych chłopaków. Bo coś czuję, że będę chciał w przyszłości z tego skorzystać. I już widzę oczami wyobraźni jak Iza dyskretnie szarpie mnie za rękaw i mówi przez zęby „Uspokój się, nic nie mów”.

No nic, koniec marudzenia. Idę przytulić dzieci póki mogę, nie słysząc „tata, weeeeź”. I staram się nadążyć za nimi, bo co innego mi zostało? Jakoś to będzie, prawda? 🙂

M.