Odkąd po raz pierwszy pojechałem z rodzicami trochę dalej niż na działkę, na dobre połknąłem bakcyla podróżowania. I nie mówię od razu o wyprawach na koniec świata i spaniu w szałasie na sawannie. Europa – jej historia, różnorodność, kuchnia i klimat – zauroczyła mnie tak mocno, że wciąż jest na pierwszym miejscu planów podróżniczych. Obawiam się, że nigdy nie uda mi się dotrzeć do wszystkich pięknych miejsc na tym kontynencie, ale wiem na pewno, że warto próbować. Na szczęście Iza kocha podróże równie mocno, jak ja. Razem jeździmy już od dziesięciu lat.

Uwielbiamy zwiedzać duże miasta, poznawać ich historię i obcować z kulturą i sztuką, którą oferują – Praga, Barcelona, Berlin, Lizbona, Rzym, Paryż, Florencja… Gdy w naszym życiu pojawiły się dzieci, uznaliśmy jednak, że chwilowo spróbujemy innego rodzaju wyjazdów. Bo niby można pojechać z dwójką maluchów do wielkiego, zatłoczonego miasta i starać się odwiedzić te miejsca, które przewodniki wymieniają jako „must see”. Można się także sfrustrować jednocześnie, nie mogąc sprawnie pogodzić zwiedzania muzeum i potrzeb dziecka, które w tym czasie wolałoby akurat robić coś zupełnie innego. Uznaliśmy więc, że spróbujemy wyjazdu do miasta, ale niekoniecznie takiego, gdzie trzeba używać łokci, by przejść jego główną ulicą.

Dlaczego Macedonia?

Mieliśmy ochotę na coś nowego, coś, co nas zaskoczy i zauroczy. Gdy przypadkiem trafiliśmy na wzmiankę o Macedonii, nie wiedzieliśmy jeszcze, jak to ugryźć. Pomysł od razu nam się spodobał, ale mieliśmy wątpliwości, czy dzieci nie wynudzą się tam do reszty, czy infrastruktura sprosta wymaganiom najmłodszych i czy oby na pewno jest tam bezpiecznie. Nasze wątpliwości skutecznie rozwiała znajoma dziennikarka i podróżniczka, która Bałkany ma w małym palcu. Jak sama powiedziała, nie każde miejsce na Półwyspie Bałkańskim poleciłaby na podróż z dziećmi, ale nad Ochrydą nie ma się co zastanawiać – trzeba jechać i podziwiać. Więc spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy.

To przepiękne miejsce, w którym odnaleźliśmy dosłownie wszystko! Miasto z duszą, historię, piękną przyrodę na czele z ogromnym Jeziorem Ochrydzkim, które zachwyca kolorem wody oraz górami, sięgającymi nawet 2000 m n.p.m. Do tego przepyszna kuchnia i życzliwi mieszkańcy. Niczego więcej nie mogliśmy sobie wymarzyć.

Swoją przygodę z Ochrydą najlepiej zacząć od spaceru deptakiem, który ciągnie się wzdłuż brzegu. Nam wystarczyło jedno spojrzenie, żeby pokochać to malownicze miejsce. Codziennie kilka razy przemierzaliśmy tę trasę w tę i z powrotem i nigdy nam się nie znudziło. My podziwialiśmy widoki, a dzieci niewielkie rybki w przezroczystej niemal wodzie.

Następny przystanek – centrum miasta. Bałkański klimat połączony z historią, którą czuć w mijanych zakątkach niewielkiej starówki stanowią idealne połączenie. Miasto liczy sobie raptem nieco ponad 40 tys. mieszkańców, więc klimat jest spokojny, nie zaznamy w Ochrydzie wielkomiejskiego zgiełku. Zawitaliśmy tu w czerwcu, trochę przed początkiem sezonu, ale dostrzegliśmy tak znikomą liczbę turystów, że raczej nie trzeba obawiać się wielkiego oblężenia nawet w środku lata.  Odnieśliśmy wrażenie, że deptakiem spacerowali w większości miejscowi, przewagę turystów czuć było na starówce,
a szczególnie na głównej ulicy handlowej odchodzącej od głównego placu.

Dużo dobrego słyszeliśmy o Macedończykach i ich życzliwości. Teraz wiemy, że to sama prawda. Zaskoczyła nas wyjątkowo duża serdeczność dla dzieci. Po kilku spacerach przestało nas dziwić, że miejscowi zaglądają do wózków, w których siedziały Puciaczki, mówią coś do nich po macedońsku, a potem głaszczą po głowie albo tarmoszą za policzki. Robili tak zarówno ludzie na ulicy, jak i kelnerzy w knajpach. Z każdej strony uśmiech. 

Będąc w Ochrydzie warto posnuć się po starówce, wspinając się po krętych, wąskich uliczkach i nacieszyć się widokami na miasto z góry. Absolutnie obowiązkowym punktem zwiedzania jest Cerkiew św. Jana Teologa z Kaneo, która wznosi się nad krawędzią klifu, na tle Jeziora Ochrydzkiego. To widok, którego z pewnością nie zapomnicie. Nie bez powodu to właśnie to miejsce tak często umieszczane jest na widokówkach z Macedonii.  

A jeśli o cerkwiach mowa, to warta zobaczenia jest również wzniesiona w XI wieku Cerkiew Św. Zofii. To jeden z najważniejszych zabytków tego kraju – jej wizerunek znajduje się nawet na macedońskim banknocie. Cerkiew znajduje się przy przyjemnym placyku z restauracjami. Znajdziecie tu również sklep z perłami, należący do Filevich – jednej z dwóch rodzin, które w Ochrydzie zajmują się produkcją najbardziej cenionej macedońskiej biżuterii. Co w niej specjalnego? Te niesamowite perły powstają… z łusek ryby, która żyje w Jeziorze Ochrydzkim – plashicy. Tajemnicę ich powstawania nabyły w latach 20. od tajemniczego rosyjskiego wędrowca tylko dwie rodziny, które od tamtej pory przekazują ją z pokolenia na pokolenie. Ceny nie są tak wysokie, jak prawdziwych pereł, więc jeśli będziecie szukać unikalnej pamiątki z Ochrydy, to nie znajdziecie nic lepszego. Pamiętajcie tylko, że perły, które sprzedawane są na lokalnych straganach nie mają z tymi ochrydzkimi nic wspólnego. Po oryginalne musicie udać się do sklepów: Filevi lub Talevi.

A gdzie w Ochrydzie odpocząć? Polecamy małe kamieniste plaże, gdzie można zrelaksować się na leżakach, popluskać się w wodzie lub zjeść czy wypić w knajpie przy plaży z pięknym widokiem na jezioro. Dotrzecie tam uroczą drogą, wzdłuż kładki podwieszonej nad wodą. W Ochrydzie znajdziecie mnóstwo gwarnych restauracji, barów i kawiarni, a ceny zachęcają do tego, żeby nacieszyć się pysznym jedzeniem. Ale lokalna kuchnia zasługuje na szczególną uwagę, więc więcej o niej przeczytacie tutaj.

Żałujemy, że nie udało nam się dotrzeć do twierdzy cara Samuela, która znajduje się wysoko na wzgórzu i z której rozciągają się piękne widoki na miasto i jezioro. Niestety przy dwójce maluchów w wózkach wdrapanie się na szczyt okazało się zadaniem niewykonalnym.

A co poza Ochrydą? Obowiązkowo rejs katamaranem po Jeziorze Ochrydzkim. O tym, co zobaczyliśmy podczas naszego jednodniowego rejsu opowiemy już wkrótce.

M.