Niceę mieliśmy przyjemność odwiedzić drugi raz. Gdy kilka lat temu byliśmy na Lazurowym Wybrzeżu jeszcze tylko w duecie, pomyśleliśmy, że to pewnie dobre miejsce na wyjazd z małymi dziećmi. Tym razem mieliśmy okazję przetestować, czy rzeczywiście w Nicei łatwo będzie zadowolić dwójkę rozbrykanych maluchów.

Rzecz podstawowa, której wymagają od nas Antek i Maja podczas wyjazdów to nieskrępowany i niczym nieograniczony dostęp do placów zabaw. Mogliby tam po prostu siedzieć cały dzień. My może niekoniecznie aż tak długo, ale staramy się wyjść naprzeciw oczekiwaniom naszych dzieci. Świetnym przystankiem podczas pobytu w centrum miasta i okolicach starówki jest Promenade du Paillon. To zielony, pełen roślin i ławek deptak, gdzie wieczorem oczy cieszą podświetlane fontanny, a podczas letnich upałów przynoszą orzeźwienie i mnóstwo zabawy dzieciakom. To także plac zabaw, gdzie na długości 200-300 metrów można znaleźć kolejne drewniane zabawki w kształcie morskich stworów, zarówno dla najmłodszych, jak i starszych dzieci. Radość naszych łobuziaków była nieopisana, gdy bawili się tam po raz kolejny ze sobą, a także francuskimi dziećmi. Swoją drogą zawsze mnie rozczula widok dzieci, gdy każde mówi w swoim języku, czy też próbuje mówić, a nie przeszkadza im to zupełnie w zrozumieniu się i udanej wspólnej zabawie.

Rzut beretem od Promenade du Paillon znajduje się stare miasto. Pełne krętych, urokliwych wąskich uliczek, po których wędrowanie w poszukiwaniu lodów było dla Puciaczków fajną przygodą. Lodów, no właśnie. To drugie podstawowe wymaganie, jakie stawiają przed nami dzieci na wakacjach. Zajadaliśmy się więc nimi na starówce. Szczególnie polecamy Plac Rosetti, gdzie w pełnym słońcu można cieszyć się zimnymi słodkościami z lodziarni Fenocchio. Coś z ich oferty da się wybrać, bo naliczyłem, że mają niemal 100 smaków lodów do wyboru. Bajka. A po powrocie do Polski okazało się, że wcale nie przytyłem. Bajka do kwadratu.

Napchani lodami możemy kierować się na kolejny plac zabaw. Ktoś, kto to wszystko projektował miał naprawdę niezłą głowę i pewnie własne dzieci, bo miejscom, które koniecznie trzeba odwiedzić towarzyszą właśnie place zabaw. Czyli rodzice, którzy ciągną swoje pociechy w kierunku kolejnej atrakcji dla siebie, mają co im obiecać w zamian. Odwiedzając Niceę koniecznie, ale to koniecznie należy skierować swoje kroki na Colline du Château, czyli, wysławiając się bardziej po naszemu, Wzgórze Zamkowe. Dawniej znajdowała się tu twierdza, po której zostały już jednak jedynie resztki ruin. Wzgórze jest obecnie parkiem, gdzie chętnie wypoczywają miejscowi i turyści. Najważniejsze są jednak cudowne widoki, które można podziwiać z tego miejsca. Selfie zrobicie tam pewnie z osiemnaście, a potem godzinę będziecie zastanawiać się które najlepsze. Po zachwyceniu się widokami mogliśmy udać się na plac zabaw, po którym w radosnym opętaniu biegała chmara dzieci. Tuż obok znajduje się punkt gastronomiczny, gdzie dzieci raczej nie pogardzą naleśnikiem czy gofrem. Na wzgórze można wjechać windą.

Ze wzgórza schodzimy na Promenadę Anglików, która przez kilka kilometrów ciągnie się wzdłuż plaży. To bardzo miłe miejsce na spacer, bo chyba zgodzicie się ze mną, że spokojna przechadzka w pełnym słońcu wpatrując się w lazur morza, no i kątem oka na dzieci oczywiście, to nienajgorsza opcja. Promenada jest szeroka, więc najmłodsi mogą swobodnie biegać czy jeździć na hulajnogach lub rowerach. W każdej chwili można zejść na kamienistą plażę. Przy wielu zejściach na plażę znajdziemy beach bary/ restauracje, w których możemy się posilić lub coś wypić. Nasze dzieci rozpiera energia, więc raczej unikamy miejsc w stylu „białe obrusy i pięć kieliszków przy talerzu”, bo moglibyśmy nie do końca wpisać się w klimat miejsca. W plażowej knajpie mogliśmy czuć się jednak swobodnie i nikomu nie przeszkadzało, że dzieci bawiły się autami na schodach i murku lub biegały co chwila w stronę morza, żeby rzucać do wody kamieniami.

Tuż przy Promenadzie Anglików znajdują się ogrody Alberta I. W tym miłym zielonym zakątku znajdziemy karuzelę. Nie byle jaką, bo dwupoziomową z wieloma pojazdami czy figurami, na których mogą jeździć najmłodsi. Szczególnie wieczorem, gdy cała jest rozświetlona licznymi lampkami, robi wrażenie. Przejażdżka na niej kosztuje 2,5 euro i trwa trzy minuty.

Jednego dnia naszego pobytu pogoda była mniej zachwycająca, poświęciliśmy więc jego część na wycieczkę do Parku Phoenix, czyli małego zoo i tropikalnego ogrodu botanicznego. Dla naszych łobuziaków możliwość zobaczenia między innymi krokodyli, papug, kangurów, lemurów, małp, strusi, jeżozwierzy czy żółwi stanowiła sporą atrakcję. Miło było także pospacerować wśród tropikalnych roślin znajdujących się w wielkiej szklarni w kształcie piramidy. Na terenie parku znajduje się także plac zabaw, który podczas naszej wizyty był akurat tymczasowo zamknięty. Wizyta w parku jest jak najbardziej godna rozważenia także ze względu na rozsądną cenę – dorośli płacą za wstęp 5 euro, a dzieci do 12 roku życia wchodzą bezpłatnie. Park znajduje się nieco na uboczu Nicei, bo tuż przy samym lotnisku. Dojazd do niego nie stanowi jednak żadnego problemu.

Poruszanie się po Nicei z dziećmi ułatwia bowiem dobrze działająca komunikacja miejska. Bilety nie są drogie, a autobusami i tramwajami miejskimi można nie tylko sprawnie poruszać się po mieście, ale i dojechać nawet do okolicznych miejscowości i miast, takich jak chociażby Monako czy Cannes. Zadziwił nas jednak obyczaj w komunikacji polegający na tym, że, w przeciwieństwie do polskiej komunikacji miejskiej, w autobusach nie możemy raczej liczyć na to, że ktoś ustąpi miejsca małemu dziecku lub rodzicowi z dzieckiem na rękach. Gdy w Warszawie wchodzę do autobusu z Mają lub Antkiem, właściwie zawsze chociaż jedna osoba oferuje nam z uśmiechem swoje miejsce, w Nicei zaś musieliśmy kilkukrotnie trzymać na rękach jedno z dzieci (drugie zajmowało w tym czasie wygodne miejsce w wózku) w zatłoczonym autobusie. Żadne to narzekanie, ot taka obserwacja.

Nasze krótkie wakacje w Nicei przyniosły nam mnóstwo radości. Gdy piszę te słowa, jesteśmy trzy dni po powrocie, a nasze pociechy codziennie bawią się w lot samolotem do Francji, więc stawiam, że i Antek z Mają pokochali Niceę. Na pewno tam wrócimy, bo w końcu nie mieli okazji bawić się latem w fontannie na Promanadzie du Pailon i spróbować jeszcze 90 smaków lodów u Fenocchio. Ech, no trudno, czego się nie robi dla dzieci!

M.

 

Jeśli spodobał Ci się tekst i chcesz być z nami na bieżąco, serdecznie zapraszamy do polubienia nas i obserwowania na Facebooku i Instagramie 🙂