Na majowy wypad do Portugalii wybrałam się bez dzieci. Ba, nawet bez męża! Wyobraźcie sobie to pierwsze zachłyśnięcie się wolnością i spokojem, gdy wylądowałam w Faro, poszłam na plażę, wykąpałam się we wzburzonym oceanie (ależ to wyzwalające uczucie!), napiłam się zimnego piwa, a przede mną malował się tydzień bez małych łobuzów wskakujących na głowę o 6 rano. Wyrodna matka, co? Dobrze bawi się bez dzieci! Jak tak można?! Ano można, żeby nie powiedzieć, że trzeba. I nie ma się co bulwersować, bo wystarczy sobie przypomnieć, że matka to kobieta (i znowu szok!), byt również samodzielny, który sprawnie i pełnowartościowo funkcjonuje też bez dwóch przyczepionych do niego małych człowieków. Taki, który potrzebuje chwili wytchnienia, żeby o sobie nie zapomnieć.

Decydując się na zostanie matką, obiecałam sobie, że będę dobra nie tylko nie dla moich dzieci i męża, ale też dla siebie. Te chwile zdrowego egoizmu już nieraz uratowały mnie od wariactwa. Siedem dni z dala od rodziny to przecież nie koniec świata, choć żeby być szczerym, to muszę przyznać, że tęsknota przyszła już jakoś drugiego dnia i stopniowo rosła. Piątego dnia byłam gotowa przebukować bilet, a siódmego biegłam na łeb na szyję do domu, uściskać męża i maluchy.

Gdybym jednak powiedziała Wam teraz, że siedziałam i płakałam przez tych kilka dni w pokoju hotelowym, to bardzo bym skłamała. Bo oprócz tego, że drugi raz odwiedziłam piękną Lizbonę – o czym możecie przeczytać tu: Lizbona w dwa dni – intensywna przygoda, to cztery pełne dobrej energii dni spędziłam na słonecznym wybrzeżu Algarve, czyli na południu Portugalii.

I powiem Wam, że jeśli szukacie wytchnienia i spokoju, słońca, pięknych plaż i niezapomnianych widoków, to na wybrzeżu Algarve znajdziecie to wszystko. Oczywiście nie w środku sezonu i nie w najbardziej turystycznych miejscach, ale z łatwością odnajdziecie tu miejsce idealne dla siebie.

Jak dostać się w region Algarve i gdzie się zatrzymać?

Na szczęście, dostać się dziś w ten region Portugali nie jest już tak trudno jak kiedyś. W sezonie możecie skorzystać z tanich linii lotniczych (Ryanair) albo z lotów czarterowych (EnterAir). Z Faro już niewielki odcinek drogi dzieli Was od nadmorskich kurortów. Dobrze omijać zatłoczone miasta, chyba że szukacie rozrywki i imprez. 🙂 Jeśli jednak w głowie Wam spokojny relaks, zamiast takich miejsc jak Albufeira, poszukajcie czegoś mniejszego, jak np. Olhos de Agua. To właśnie w tym małym, niegdyś rybackim miasteczku spędziłam kilka urokliwych dni.

Przepiękne plaże, klify, urocze zatoczki, w których można zaszyć się z dobrą książką, długie spacery w poszukiwaniu muszelek (czasem nawet muszli wielkości dłoni), sangria, szum wzburzonego oceanu, lekki orzeźwiający wiaterek… Idealne miejsce na odpoczynek. Patrząc na to wszystko myślałam tylko o tym, że muszę tu zabrać dzieciaki. Mogłyby biegać po szerokiej plaży, budować wielkie zamki z piasku, puszczać latawce i nie martwilibyśmy się, że wpadną na czyjś parawan. Na Praia de Falesia, przepięknej szerokiej piaszczystej plaży, która ciągnie się przez 5 kilometrów aż do portowego miasta Vilamoura, nikt na siebie nie wpada. Przynajmniej nie w maju, podobno w lecie plaża trochę bardziej zapełnia się turystami.

Miasteczko Olhos de Agua

Obok centrum miasteczka też znajdziecie piękną plażę. Mniejszą, ale w jej pobliżu zlokalizowane są liczne knajpki i restauracje, w których można skosztować lokalnej kuchni (świeżutkie ryby, owoce morza), napić się zimnej sangrii, a wieczorem usiąść w jednym z barów z muzyką na żywo i delektować się portugalskim winem.

Tuż za małym portem z uroczymi, niebieskimi domkami warto też wspiąć się na klif, z którego roztaczają się imponujące widoki. Nie powiem, jakie krótkie, dwuwyrazowe zdanie wypowiedziałam, gdy weszłam na jego szczyt, ale wystarczy powiedzieć, że entuzjastycznie wyraziłam swój podziw. 🙂 Kiedy tak stałam i delektowałam się tym krajobrazem natury, moim oczom ukazała się wąska, z pozoru prowadząca donikąd ścieżka. Iść? No pewnie! Okazało się, że po drodze roztaczają się tu zapierające dech w piersiach widoki. Jeszcze dziś mam je przed oczami i powoli zaczynam planować rodzinne wakacje w tym właśnie miejscu, tym bardziej, że Algarve to nie jedna czy dwie plaże, a prawie 200 km imponującego wybrzeża z ponad setką pięknych, piaszczystych plaż. Poza tym wspaniałe skalne klify, dziki Atlantyk, piękna pogoda i zaplecze do uprawiania dwóch sportów, które marzy mi się spróbować: golf i surfing.

Algarve to golfowe zagłębie Europy, znajduje się tu kilkadziesiąt pól golfowych, jedno z piękniejszych położone jest na szczytach klifów nad plażą Falesia w Olhos de Agua. Następnym razem z pewnością spróbuję! Nie wiem jeszcze, czy odważę się na surfing, bo patrząc na wzburzone fale oceanu jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że jakimś cudem utrzymam się na desce, ale jedno jest pewne – warunki na surfowanie są tu znakomite i będę miała co rozważać.

Portugalia to jedno z tych miejsc, do których chętnie się wraca. Tym bardziej, że po niemal czterech latach macierzyństwa nareszcie przestałam pytać: „czy wy mi wszyscy dacie w końcu święty spokój?” Nikomu nie mówcie, ale odkryłam caluśką prawdę. Święty spokój schował się na południu Portugalii, ma się dobrze i nigdzie się stąd nie ruszy. 🙂 

I.