Zdarzyło się Wam kiedyś tak, że zobaczyliście jakieś miejsce i już wiedzieliście, że to Wasz drugi dom? Ja miałam tak z Barceloną. Gdy tylko moja noga postała na La Rambli, a oko spojrzało w morze – wiedziałam. Za każdym razem, gdy mamy tam wrócić, czuję przyjemne łaskotanie w brzuchu. No po prostu kocham to miasto! Ale hola, hola, czy to nie jest materiał o portugalskiej stolicy? Ano jest. O Barcelonie wspominam tylko dlatego, że będąc ostatnio w Lizbonie miałam irracjonalne poczucie, że zdradzam miasto Gaudiego.  I choć Lizbona nie była miłością od pierwszego wejrzenia, to dziś przyznaję bez cienia wątpliwości – to magiczne, pełne kolorów miasto skradło moje serce.

Pierwszy raz pojechaliśmy do Lizbony prawie 5 lat temu, w listopadzie 2014 roku. Piękne widoki, klimatyczne wąskie uliczki Alfamy, żółte tramwaje – to wszystko nas zauroczyło, ale nie była to miłość na zabój. Wyjechaliśmy zadowoleni, nie planując szybkiego powrotu. Tak się jednak złożyło, że niespełna pięć lat później Lizbona przyszła do mnie sama i trudno było powiedzieć: „nie”. Drugie spojrzenie wystarczyło, żeby odnaleźć tu wszystko to, czego nie doświadczyłam za pierwszym razem.

Opowiem Wam więc, jak zobaczyć kawałek Lizbony w dwa dni, ale od razu zaznaczam, że to zdecydowanie za krótko! Żeby poczuć klimat miasta, trzeba oglądać je niespiesznie, zaglądając tu i tam, najlepiej bez planu posnuć się trochę po uroczych, stromych uliczkach, spokojne posmakować miejscowych smakołyków, napić się porto albo kieliszek ginjia (a najlepiej i to, i to), pójść na plażę… Ach, rozmarzyłam się 🙂

Od czego zacząć przygodę z Lizboną?

Obowiązkowymi punktami na mapie zwiedzania stolicy Portugalii są dzielnice Baixa i Alfama. Dwie zupełnie różne okolice, każda ze swoim niepowtarzalnym klimatem. Zwiedzanie warto zacząć od przejażdżki najbardziej chyba popularnym symbolem Lizbony – żółtym tramwajem linii 28. Tak, wiem. Są tacy, którzy mówią, że tłok, że gorąco, nie warto, że przereklamowane i lepiej sobie odpuścić. Ja się jednak z tym nie zgodzę i szczerze polecam. Jechałam dwa razy i jestem pewna, że przy każdej kolejnej wizycie to nadal będzie mój ulubiony środek lokomocji. Warto po pierwsze dlatego, że po drodze macie okazję jednym okiem spojrzeć na najważniejsze punkty Lizbony, po drugie dlatego, że podróż tymi starymi, trzeszczącymi pojazdami, pnącymi się w górę i w dół malowniczymi, wąskimi uliczkami, to naprawdę fajne przeżycie. Za zawód motorniczego powinni moim zdaniem dawać tu ordery. Mieszkańcom, którzy muszą przyklejać się do ściany (dosłownie), gdy jedzie tramwaj, w sumie też należy się nagroda.

Alfama

Żeby uniknąć tłumów, najlepiej wyjść z samego rana i wsiąść do tramwaju przy placu Martim Moniz – to tu rozpoczyna on trasę. Usiądźcie wygodnie i rozkoszujcie się tym, co za oknem. Gdy już dotrzecie do Alfamy, najstarszej dzielnicy Lizbony, wysiądźcie i po prostu oddajcie się w jej ręce. Przechadzajcie się wzdłuż stromych uliczek i schodów, przy których ciasno stoją domy z fasadami obwieszonymi suszącą się bielizną, pozdrówcie mieszkańców wyglądających z uśmiechem ze swoich okien i spójrzcie na miasto z miradouro, czyli jednego z punktów widokowych. Lizbona położona jest na siedmiu wzgórzach, więc pięknej panoramy nie brakuje.

Zwiedzając Alfamę warto wybrać się również na Feira Da Ladra, czyli targ złodziei. Znajdziecie go tuż za Panteonem Narodowym. Kupicie tu dosłownie wszystko! Jeśli lubicie pchle targi, to z pewnością miejsce dla Was.

Jeśli chcecie wybrać się do Lizbony w czerwcu, to nie mogliście lepiej trafić. Przez cały ten miesiąc w mieście odbywa się Festiwal św. Antoniego. Już podczas mojej wizyty w połowie maja, miasto szykowało się na tę imprezę – kolorowe girlandy zawisły chyba między wszystkimi budynkami Alfamy, dodając jej niepowtarzalnego, tęczowego uroku. Ponieważ święty Antonii urodził się w tej dzielnicy i jest to najstarsza część miasta, to właśnie tu świętuje się najhuczniej i najbardziej kolorowo. Co mieszkańcy robią w to święto? M.in. bawią się w rytmach muzyki pimba, czyli takiego naszego disco polo, zjadają kilogramy sardynek i wypijają hektolitry piwa, wina i sangrii. Jak myślicie, na kiedy planujemy nasz kolejny pobyt w Lizbonie? 🙂

Baixa

W 1755 r. potężne trzęsienie ziem zmieniło oblicze Lizbony na zawsze. Dzielnica Baixa ucierpiała wówczas najbardziej. Na jej ruinach stworzono całkowicie nowe centrum. Monumentalny arkadowy Praca do Comercio nad rzeką Tag połączono szachownicą ulic z tętniącym życiem placem Rossio.

Na Praca do Comercio warto zatrzymać się na obiad w Muzeum Piwa (Museu da Cerveja). Nie jest tu może najtaniej, ale w zamian dostaniecie pyszne jedzenie, piwo własnej produkcji, piękny, stylowy wystrój lub stolik w ogródku z widokiem na plac i rzekę. Koniecznie skosztujcie pasteis de bacalhau, czyli krokietów z dorsza – to tradycyjny portugalski przysmak.

Z Praca do Comercio możecie ruszyć przez łuk triumfalny, który zaprowadzi Was do Rua Augusta – ulicy handlowej z licznymi sklepami, restauracjami i kawiarniami.

Życie nocne Lizbony

Jeśli nie macie bagażu w postaci dzieci i starczy Wam sił, przed Wami noc pełna wrażeń. Jak wiecie lub nie, Lizbona nigdy nie śpi 🙂 Zacznijcie od wina i przekąsek na targu Timeout, mieszczącego się w starym budynku Mercado da Ribeira w dzielnicy Cais do Sodré. Prawdziwa mekka dla wszystkich tych, którzy kochają dobrze zjeść. Targ sprawdzi się też w porze lunchowej. Znajdziecie tu przekrój wszystkich kuchni świata i jedno jest pewne – nie wyjdziecie głodni.

Z Timeout’u macie już rzut beretem na słynną Pink Street (Rua Nova do Carvalho), dawniej dzielnicy prostytutek. Dziś ulica faktycznie jest różowa i słynie z licznych klubów. Koniecznie wybierzcie taki z muzyką na żywo. Jeśli planowaliście wpaść tylko na chwilę, to się może nie udać 🙂

Belém

Krótka regeneracja po nocnych harcach i pora na dzień drugi. Poznajcie Lizbonę wielkich odkryć geograficznych. To właśnie stąd Portugalczyk Vasco da Gama wypłynął ze swoją załogą w poszukiwaniu drogi morskiej do Indii.

Na brzegu Tagu uwagę zwracają pomnik Odkrywców i stojąca nieopodal niego Wieża Belém. Daleko w oddali możecie zauważyć Most 25 kwietnia, swym wyglądem przypominający Golden Gate w San Francisco.

W Belém króluje styl manueliński – zarówno Wieża, jak i usytuowany naprzeciwko Klasztor Hieronimitów są do siebie architektonicznie podobne. Klasztor został wybudowany w podzięce za przetarcie szlaku do Indii, to właśnie tutaj znajduje się grobowiec Vasco da Gamy.

Ale to niejedyne skarby tej okolicy. Będąc tu, po prostu musicie zajrzeć do najsłynniejszej cukierni Lizbony: Pasteis de Belém. Absolutną koniecznością jest tu degustacja słynnych na całą Portugalię babeczek pastei de nata. Lekko ciepłe, rozpływające się w ustach… to smak, którego długo nie zapomnicie! Oczywiście koniecznie w zestawie z aromatyczną kawą.

Oceanário de Lisboa

To największe oceanarium w Europie. Z dziećmi czy bez, mali czy duzi – to atrakcja, która zadowoli wszystkich. Znajdziecie tu przeszło 25 tysięcy morskich stworzeń z całego świata – jest kolorowo i ciekawie. Już nie mogę się doczekać, aż pokażę to miejsce dzieciakom. Antek ma na swoim koncie oceanarium w Barcelonie, ale jako że miał wtedy lekko ponad rok, to zakładam, że niewiele z tego pamięta. 🙂

Lizbona pod gwiazdami

Jeśli wybieracie się w najbliższym czasie do Lizbony, to nie możecie ominąć widowiska „Lisbon Under Stairs”. To imponujący, niezwykły pokaz multimedialny w ruinach słynnego Klasztoru Karmelitów. Widowisko w ciekawy sposób przedstawia historię miasta, jego ponad 600-letnią przygodę. Naprawdę robi wrażenie. Tylko do 17 lipca 2019 r.

Mam nadzieję, że ta krótka podróż po Lizbonie zachęciła Was do odwiedzenia stolicy Portugalii. Jeśli tam traficie, życzę Wam miłego pobytu!

I.

Informacje praktyczne:

  • Jeśli myślicie o zwiedzaniu Lizbony z wózkiem dziecięcym, to raczej odradzam. Z przykrością to mówię, ale wybrukowane, strome uliczki nie sprzyjają spacerom z wózkiem.
  • Z tego samego powodu odradzam obcasy i japonki: sprawdzą się tylko wygodne buty 🙂
  • Uważajcie na kieszonkowców, jest ich całe mnóstwo. Podszywają się nawet pod turystów.
  • Koszt biletów do Oceanarium: bilet dla dorosłych 17,10 euro, dla dzieci do 3 l. bilet bezpłatny, dla dzieci 4-12 l. bilet 11,70 euro.
  • Koszt biletów na widowisko „Lisbon Under Stairs”: bilet dla dorosłych 15 euro, dla dzieci do 5 l. bilet bezpłatny, dla dzieci 6-10 l. bilet 12 euro, bilet rodzinny dla 2 dorosłych i 2 dzieci (w wieku 6-10) 12 euro za osobę.

 

Jeśli spodobał Ci się tekst i chcesz być z nami na bieżąco, serdecznie zapraszamy do polubienia nas i obserwowania na Facebooku i Instagramie 🙂