Pomyślcie o tym jak wchodzicie do pracy. Bardziej prawdopodobne, że powiecie „Ale jestem zmęczona, dajcie kawyyyy!” czy może „Dawno się tak nie wyspałam, rozpiera mnie energia”. Takich, którzy powiedzieliby coś w stylu tego drugiego zdania, to już dawno nie widziałem.

Dobra, dobra, ale najpierw kawa

Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ciągle chodzimy i to powtarzamy. Nawet nie tyle powtarzamy, co już chwalimy się tym. Zawsze dobrze puścić w poniedziałek rano na fejsie gifa czy mema z kawą. Kawa, o właśnie, wszechobecna kawa. To jest dopiero instytucja! W pracy potrzebujesz odezwać się do mało znanej Ci osoby, bo cisza staje się niezręczna? Zacznij mówić o kawie! Gotowe zagajenia:

Czy myślisz, że jak wypiję trzecią kawę, to moje serce to wytrzyma?

No i nie wiem, z cukrem czy bez. Niby się odchudzam, ale kawa bez cukru to jakoś tak średnio.

A ty herbatkę? Co ty, nie pijesz kawy?! Ja bez kawy nie mogę. Jak nie wypiję z rana, to się nie obudzę.

Wszystko zrobię, wszystko, ale najpierw kawa.

Nie mam czasu, tyle się dzieje

Coraz mniej wypada w towarzystwie powiedzieć, że dobrze się dzisiaj spało. Przecież jak ktoś jest wyspany, to znaczy, że miał wystarczająco dużo czasu na sen. A jak tu spać, skoro jest tyle rzeczy do zrobienia! Praca, rodzina, znajomi. Samo ogarnięcie domu to już mocno angażujące i czasochłonne zajęcie. A przecież jeszcze tyle seriali do obejrzenia, bo wszyscy dookoła oglądają. Kiepsko więc zostać w tyle i nie wiedzieć, o czym mowa, gdy znajomi zawzięcie dyskutują o trzecim sezonie modnej produkcji Netlixa. I tyle newsów do przeczytania, bo przecież na fejsie co chwila wyskakuje kolejna pilna czy bulwersująca wiadomość, którą za chwilę wszyscy będą komentować. A za dwie godziny zapomną, bo przecież zaraz wydarzy się kilka innych „ważnych” rzeczy.

Fokus na dobrą energię i spełnienie

Jak ktoś pracuje w korpo, to wiadomo, że ciągle na tapecie ma jakieś projekty. Międzynarodowe, prestiżowe, pilne, trudne, angażujące – jakie tylko chcecie. Głupio nie mieć projektu, wstyd nawet troszkę. Wiadomo jak jest: „W pracy mamy teraz taki duży, międzynarodowy projekt. W teamie pracuje z PM-em, który na co dzień wdraża działania EB na cały region CEE. Więc wiadomo, nie ma miejsca na fakapy. Wszyscy jesteśmy sfokusowani na target i wszystko robimy na ASAP-ie. Bo jak to nie wyjdzie, to na bank będzie freeze na podwyżki. No to po pracy tylko Netflix i spać”.

Nie wypada przecież lenić się na kanapie!

Wypadałoby jeszcze postawić na samorozwój. Duchowy, czyli może jakiś kurs, warsztaty albo chociaż lektura książki coachingowej. No i fizycznie trzeba też o siebie zadbać. Biegamy więc albo chodzimy na siłownię czy fitness. Bo przecież nie wypada polenić się na kanapie, kiedy tyle kalorii czeka na spalenie.

A jak mamy wolną chwilę w windzie, kolejce w sklepie, czekając u lekarza czy mieszając gotowaną właśnie zupę, to wyciągamy smartfona i sprawdzamy, czy przypadkiem coś nas nie omija. To już nawet nie musi być ważne wydarzenie. Wystarczy, że chcemy nadążyć za wiadomościami w grupowej konwersacji na Messengerze i coś skomentować na czas czy wysłać zabawnego gifa. Więc każde powiadomienie w telefonie odrywa nas od tego, co robimy i sprawdzamy, sprawdzamy.

No i energia. Wszyscy powinni być dynamiczni, sprawni, szybcy, zawsze zadowoleni, pełni pozytywnej energii. Mimo tego zmęczenia, oczywiście. Spójrzmy na ogłoszenia o pracę. Czy ktoś widział kiedyś, że jakiś zespół nie był „młody i dynamiczny”? Mój przyjaciel skomentował to kiedyś: „A ja to chciałbym pracować w zespole starym i ślamazarnym”.

To jednak niepokojące, gdy powszechne zmęczenie stało się już normą. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się pić kawę nie dlatego, że jest potrzebna, ale dlatego, że po prostu smakuje.

M.