Lubimy nieraz wyjść we czwórkę do knajpy. Spotkałem się już z pytaniem, po co ciągniemy tam dzieci, to nie łatwiej w domu zjeść? Pomijając kwestię przygotowania posiłku, to pewnie, że łatwiej. Lubimy jednak zjeść czasami coś innego niż dania, które są przebojami naszego domowego menu. Plus staramy się, mimo posiadania dwójki dzieci, wychodzić do ludzi. Bo bycie rodzicem nie oznacza, że trzeba siedzieć  zamkniętym w czterech ścianach, łazić w brudnych ciuchach i chodzić co najwyżej na plac zabaw.

Dzieci w restauracji. Temat powraca co jakiś czas jak bumerang. Ostatnio przy okazji wpisu na Facebooku jednej z poznańskich restauracji, która postanowiła zakazać wstępu dzieciom do lat sześciu. Dlaczego? Bo syfią, mówiąc pokrótce. Na dowód knajpa wrzuciła kilka zdjęć brudnych talerzy, stołu, krzeseł i podłogi. Poczytałem trochę komentarzy pod tym wpisem. Wiele osób przyklasnęło tej decyzji.

Czy warto więc chodzić z dziećmi do knajpy?

Warto! A czy da się jednocześnie nie być wrogiem publicznym numer jeden? Da się! Pierwsza rzecz, to gdy szukamy restauracji, stawiamy przede wszystkim na miejsca przyjazne dzieciom. Dzieci mogą pobawić się w kąciku zabaw, a my zyskujemy komfort. Antoś i Maja mają przestrzeń, dzięki której mogą czuć się naturalniej niż gdyby musieli być przykuci do stołu przez godzinę. My dzięki temu mamy większą szansę na spokojne zjedzenie posiłku, bo nie musimy organizować każdej minuty naszym Puciaczkom. Bawią się obok w kąciku i są zadowoleni z życia. Dodatkowo jesteśmy w miejscu, w którym nie jesteśmy oceniani tylko za to, że jesteśmy rodzicami. Niektórym przecież przeszkadza nawet to, że dziecko się zaśmieje. No fakt, to niewyobrażalny skandal. Bo żaden dorosły nigdy nie zaśmiał się publicznie.

Komu nigdy dziecko nie położyło się na podłodze i nie wykrzyczało: nie!, niech pierwszy rzuci kamieniem 🙂

Przy tej okazji muszę wspomnieć, że zawsze dziwią mnie ludzie, którzy wybierają się do takich miejsc i są bardzo zdziwieni faktem, że są tam dzieci. Mamy taką kawiarnię niedaleko naszego domu, do której lubimy chodzić. Dobra kawa, pyszne ciacha i kącik zabaw. Dla nas bomba. Zrobiliśmy tam w tym roku drugie urodziny Mai. Na zakończenie tej szalonej dwugodzinnej imprezki, gdy Antek był już bardzo zmęczony, włączył mu się tryb „wariatuńcio”. Położył się na ziemi i nie bardzo chciał się podnieść. Traf chciał, że obok siedziała para, na oko 70+. Państwo byli bardzo dystyngowani i niezwykle zniesmaczeni tym, że dziecko leży na podłodze. Wzrokiem szukali zrozumienia u innych gości, ale chyba go nie znaleźli. Nam udało porozumieć z Antkiem i przekonać go do ubrania się i spokojnego wyjścia z kawiarni. Nie potrafiłem jednak zrozumieć, dlaczego ktoś, kto ma awersję do dzieci, wybiera się na niedzielną kawę do rodzinnej kawiarni, w której jest kącik zabaw i mnóstwo rodzin z maluchami.

Restauracja z kącikiem czy bez, zachowywać się trzeba 

Jednak w takich miejscach też obowiązuje pewien poziom zachowania. W końcu to restauracja czy kawiarnia, a nie plac zabaw. Szanujmy więc czyjąś własność i obecność innych ludzi. Jeśli wiemy, że nasze dzieci to istne łobuzy, to starajmy się wybierać takie miejsca, w których wiadomo, że można trochę więcej. Z korzyścią dla wszystkich – dzieci, rodziców i innych gości lokalu. I byłoby miło, gdyby wszyscy rodzice to rozumieli. Bo ci którzy nie zwracają uwagi na to, że ich pociechy roznoszą właśnie lokal, wpływają na obraz wszystkich rodzin z maluchami. I potem nielubiący dzieci postrzegają wszystkich rodziców jako tych roszczeniowych, uważających, że wszystko im się należy tylko za to, że mają dzieci.

No i mamy potem takie absurdy jak ten w Poznaniu. W pełni rozumiem, że właściciele mają dość sytuacji opisanych na Facebooku. Zawsze jednak będzie mnie wkurzać stosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Bo to jednak łatwiej zakazać wejścia wszystkim dzieciom do szóstego roku życia niż zająć się konkretnymi przypadkami nagannego zachowania, prawda?  Zawsze będzie mnie niepokoić łatwość w wykluczaniu konkretnych grup. Tutaj małe dzieci. Kiedy indziej to może być ktoś inny, nie wiem, emeryci albo ludzie przy kości. Dlaczego akurat oni? Bo jakiś właściciel stwierdzi, że psują mu estetykę lokalu, a on chce mieć samych młodych, pięknych i szczupłych gości.

Wychodźmy z dziećmi do ludzi

Uważamy, że warto zabierać dzieci do restauracji, bo dzięki temu mogą od małego poznawać nowe miejsca, nowe smaki i uczyć się współżycia z innymi. Maluch może jeździć tylko autem z rodzicami i jadać z nimi w domu, bo przecież strach wyjść. Wtedy jednak nie spotka za wielu ludzi. Ale jeśli pojedzie komunikacją publiczną, pójdzie do sklepu i zje w restauracji, to może będzie mieć szansę nauczyć się, że obok są ludzie, na których trzeba zwracać uwagę. Co innego pokazywać to dziecku w książeczce, a co innego omówić „na żywo”. I co najważniejsze, samemu dawać maluchowi dobry przykład.

W takich sytuacjach będę zawsze bronić dzieci. Nie rodzą się z kodeksem norm społecznych w głowie. Ktoś musi je tego nauczyć, ktoś  musi im to pokazać i wytłumaczyć w przystępny sposób. To nasza, rodziców odpowiedzialność, żeby maluchy poznawały świat i uczyły się w nim żyć. I żebyśmy wszyscy mogli potem usiąść w jednej restauracji, nie patrząc na siebie wilkiem. Tylko tyle i aż tyle.

M.