Wiecie już, że trochę z nas mole książkowe? Co rusz w nasze ręce wpada (zupełnie przypadkiem!) ta czy inna lektura, którą MUSIMY przeczytać. Może to już choroba, trudno powiedzieć 🙂 Tak, wiemy… książki przy dwójce dzieci? To prawda, czasem ciężko znaleźć czas, ale robimy co w naszej mocy i chyba się udaje.

Z czasów mojej pracy w księgarni pamiętam, jak ważna dla klientów była rekomendacja księgarza. Wystarczyło, żebym z kilku książek wskazał jedną, którą czytałem i to dla wielu był już wystarczający argument do tego, aby sięgnąć właśnie po ten tytuł. Miłe uczucie, gdy klient, który kupił poleconą przeze mnie książkę, wracał po tygodniu i mówił: „Wie pan, przeczytałem, bardzo dobra. Ma pan dzisiaj coś do polecenia?”.

Tym tekstem rozpoczynamy nowy cykl, w którym będziemy przedstawiać Wam książki – te, które ostatnio przeczytaliśmy i które zasługują na to, żeby po nie sięgnąć . Być może uda nam się Was zainspirować, jeśli akurat szukacie ciekawej lektury. Nasz gust czytelniczy jest zróżnicowany, więc i takiego doboru spodziewajcie się tutaj. Dziś o ciekawych reportażach ze świata, jutro kobiece klasyki, a pojutrze pewnie kryminały na lato 🙂

„Dzieci Norwegii. O państwie (nadopiekuńczym)”, Maciej Czarnecki

Z czym Wam się kojarzy Norwegia? Nam kojarzy się z krajem, który zapewnia swoim mieszkańcom spokojne życie na wysokim poziomie. We wszelkich rankingach „najszczęśliwszych krajów świata” Norwegię zawsze znajdziemy w ścisłej czołówce. Maciej Czarnecki nie pisze jednak tekstu pochwalnego na cześć tego północnego kraju. Poświęca uwagę norweskiej instytucji Barnavernet, której celem jest zapewnienie dzieciom bezpiecznego dzieciństwa i harmonijnego rozwoju. Wśród Polaków, którzy mieli z nią do czynienia nie ma ona raczej zbyt dobrej opinii. W polskich mediach urząd często przedstawiany jest jako najgorsze zło, jego urzędnicy potrafią odbierać rodzicom dzieci. Autor tworzy bardzo uczciwy reportaż, który odczarowuje czarno-biały obraz norweskiego urzędu, wprowadzając mnóstwo szarości w różnych odcieniach. W książce opisuje historie wielu polskich rodzin, którym przyszło się spotkać z urzędnikami Barnavernet. Niektóre przerażają, inne oburzają, jeszcze inne skłaniają do refleksji. Jednocześnie Czarnecki pokazuje, jak bardzo różni się wychowywanie dzieci i podejście do najmłodszych w norweskim i w polskim domu, co pomaga zrozumieć, dlaczego norwescy urzędnicy i polscy rodzice tak często mają problemy z porozumieniem.

Bardzo dobra pozycja. „Dzieci Norwegii” to reportaż, który nie daje jednoznacznych odpowiedzi, a stawia wiele pytań i zmusza czytelnika do przemyśleń. Za to wielki plus.

„Komu bije Big Ben. Brytyjczycy w sosie własnym”, Milena Rachid Chehab

Reportaż Mileny Rachid Chehab zabiera nas w podróż po brytyjskiej różnorodności. Każdy rozdział przybliża nam jedną osobę, przez pryzmat której poznajemy różne aspekty Wielkiej Brytanii. Poczytamy więc o londyńskich taksówkarzach, islamskich fundamentalistach, szkołach z internatem, czarnoskórych modelkach, walijskich bojownikach o niepodległość czy brytyjskich dziennikarzach. Różnorodnie, prawda? Książka pokazuje nam spory przekrój brytyjskiego społeczeństwa i pokazuje, że egzotyki nie trzeba szukać na końcu świata.

„Niedziela, która zdarzyła się w środę”, Mariusz Szczygieł

Odnoszę wrażenie, że trudno jest zrozumieć współczesną Polskę bez wczucia się w klimat lat dziewięćdziesiątych. Pamiętam je jako dziecko, więc aby wniknąć w tematy społeczne z tamtego okresu, sięgam po reportaże. Książka Mariusza Szczygła pozwala przenieść się w czasie o ponad 20 lat. Zawarte w niej reportaże z lat 1992-1996 opisują zmagania Polaków z nową rzeczywistością po transformacji ustrojowej. Świetny dobór tematów, barwni bohaterowie tekstów, wyczulenie autora na wiele mówiące szczegóły. Mariusz Szczygieł to klasa sama w sobie. I ta książka również.

M.