Źle odnajduję się w konflikcie. Pewnie po części dlatego unikam raczej (aczkolwiek coraz rzadziej) w większym gronie obnoszenia się ze swoją opinią na bieżące tematy społeczno-polityczne. W takiej grupie często są nieznajomi, którzy okazuje się, że myślą zupełnie inaczej i zaczyna się nawalanka. Ups, i konflikt gotowy. Do tego dzielę włos na czworo, więc długo mogę płynąć ze swoim „jednakże z drugiej strony”, „warto jednak pamiętać o tym, że”, „to nie do końca tak”, a coraz mniej ludzi chce słuchać takich wywodów. Opinie mają być szybkie i mocne. Moje są raczej długo konstruowane i wyważone. Slow thinking po prostu.

Tolerancja. Czy to naprawdę takie trudne?

Tematem na który mam jednak zdecydowany pogląd, a który w ostatnim czasie stał się niestety bardzo polityczny, jest tolerancja. Obserwuję, co się dzieje i nie mogę pojąć, dlaczego niektórzy mają tak wielki problem, żeby zaakceptować, że ktoś jest inny od nas. Czy naprawdę byłoby tak wspaniale, gdybyśmy wszyscy wyglądali podobnie, wyznawali dokładnie te same wartości, prowadzili identyczne style życia i myśleli tak samo? Oszalałbym, jakbym codziennie miał obcować ze stadem klonów. Różnorodność jest dla mnie jedną z rzeczy, która dodaje życiu kolorów i radości.

Jak to dobrze, że Michael Jordan nie był biały.

To, że niektórzy mają problem z tym, że ktoś ma inny kolor skóry, było dla mnie abstrakcyjne już w dzieciństwie. Gdy miałem 8-10 lat, moim idolem był Michael Jordan. Mhm, czarnoskóry. Wstawałem w nocy, żeby podziwiać jego grę, wieszałem jego plakaty nad łóżkiem, czytałem o nim wszystko, co wpadło mi w ręce. Był geniuszem. I dzisiaj myślę sobie, że całe szczęście, że nie był biały. Bo jednak dziecko w połowie lat dziewięćdziesiątych, nawet w Warszawie, skąd jestem, nie miało wielu okazji do jakiegokolwiek kontaktu z innością w tym względzie. To jednak były czasy przed internetem, nie było więc zalewu treści z całego świata. I jako dziecku Michael na pewno pomógł mi nabrać przekonania, że dlaczego ktoś o innym kolorze skóry niż biały miałby być w czymś gorszy. Przecież w tym co robił, to on był zdecydowanie najlepszy. 

Mamo, ten pan ma czarną głowę! – powiedział zdziwiony Antoś na widok czarnoskórego mężczyzny.

Cieszy mnie bardzo, że nasze dzieci mają okazje, żeby móc przekonywać się o różnorodności ras. Ładnych kilka miesięcy temu, gdy Iza pojechała z Antkiem do żłobka Mai, aby ją odebrać, spotkali w szatni czarnoskórego tatę jednego z grupowych kolegów Mai. „Mamo, ten pan ma czarną głowę!” – zareagował zdziwiony Antoś. Tata kolegi Mai roześmiał się dobrotliwie, widząc zdziwienie naszego małego chłopca. Antek był dziecięco szczerze zafascynowany, że ktoś ma czarną głowę. Iza zaś miała dobrą okazję, żeby wytłumaczyć mu, że to normalne i że różni ludzie mają różne kolory skóry. Bo to jednak co innego, czytać o tym w dziecięcych książkach, a co innego zetknąć się z tym osobiście. Ostatnio w metrze w Barcelonie obok Antosia usiadł czarnoskóry mężczyzna. Antoś spojrzał na niego przelotnie i nie poświęcił mu więcej uwagi niż innym pasażerom. Uśmiechnąłem się do siebie w myślach i pomyślałem, że dla niego to już widocznie normalne.

Liceum było zaś dla mnie cudownym czasem, kiedy miałem okazję poznać wielu ludzi o różnych poglądach, stylach myślenia i życia. Tworzyliśmy wybuchową mieszankę, napędzaną właśnie tą różnorodnością i otwartością na innych, którą każdy miał w sobie. Z czasem poznałem też ludzi o innej orientacji seksualnej. Wszyscy pozytywni, mądrzy, z dobrymi sercami. I jakoś nie widziałem, żeby ktokolwiek z nich knuł jakiś spisek przeciwko Polsce. Widziałem za to, że tak samo chodzą do pracy, oglądają filmy, narzekają, gdy nadchodzi zima i zastanawiają się, co kupić bliskim na Święta.

Inności nie trzeba lubić, ani nawet jej rozumieć. Wystarczy ją szanować.

Jest dla mnie zrozumiałe to, że trudno jest utożsamiać się z każdą innością. Nie wszystko musimy rozumieć, nie wszystko musi nas zachwycać. Wystarczy jednak zaakceptować fakt, że nie jesteśmy stadem identycznych robotów, a ludźmi. Tak po prostu. Różniącymi się, czasami bardzo, ale wciąż ludźmi. Czyimiś dziećmi, siostrami, braćmi, rodzicami, partnerami. A rzeczą, której nie możemy akceptować jest krzywdzenie drugiego człowieka. Szanujmy się nawzajem, tylko tyle.

Ja cały czas nie rozumiem, jak można słuchać metalu, ta muzyka jest dla mnie przedziwna. Ale w pełni szanuję to, że ktoś ma inny gust muzyczny niż ja. Głębokie pokłony ode mnie dla ludzi świetnie zorganizowanych i punktualnych. My z Izą spóźniliśmy się na własny ślub. Bo różnić możemy się nie tylko kolorem skóry, wyznaniem czy orientacją seksualną. Różnorodność jest na każdym kroku. Ale przecież niebieskoocy nie tłuką tych z zielonymi oczami, prawda? Jakież to by było głupie, nie sądzicie?

M.