Na początek czerwca czekaliśmy z Izą od dłuższego czasu. Zaplanowaliśmy weekendowy wypad do Budapesztu. Nigdy tam nie byliśmy, a zewsząd słyszeliśmy pozytywne opinie o stolicy Węgier, więc z niecierpliwością czekaliśmy, żeby zobaczyć ją na własne oczy. Był to także historyczny wyjazd, ponieważ po raz pierwszy odkąd jesteśmy rodzicami, pojechaliśmy gdzieś SAMI! I nie mówię o wypadzie na zakupy do Lidla, gdy babcia zostaje z wnukami na 40 minut, ani wielkim wyjściu do kina i na obiad, gdy nie ma nas w domu kilka godzin, ale o zagranicznym wyjeździe!

Budapeszt jest świetnym pomysłem na krótki wypad ze względu na codzienne, poranne loty i bardzo krótki czas ich trwania. Z domu wyszliśmy o 4:40, a w Budapeszcie wylądowaliśmy około 7:15. To chyba nie tak źle, gdy wspomnę, że dłużej zajmuje nam podróż autobusem do rodziców Izy, którzy mieszkają 80 km od nas. Poranna, czy raczej nocna pobudka łatwa nie była, ale strzelić sobie o poranku kawę w innym kraju – zawsze miło.

Poranny lot może mieć jednak swoje konsekwencje, o czym Was lojalnie uprzedzamy. My na przykład ucięliśmy sobie drzemkę w hotelu w dniu przylotu, bo jednak mocno zarwana noc, codzienne niedosypianie przy dzieciach i zwiedzanie w upale w pierwszej części dnia zrobiły swoje. No cóż, nie zobaczyliśmy tyle, ile planowaliśmy, ale co pospaliśmy, to już na zawsze nasze. No i dzięki temu starczyło sił na życie nocne, ale o tym później.

Kilka miejsc jednak zaliczyliśmy. Po znalezieniu się na Deák Ferenc tér, placu w samym sercu Budapesztu, pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę Dunaju, który dzieli Budapeszt na dwie części – Budę i Peszt. Jeszcze w XIX wieku były to dwa niezależne miasta. Różnice między nimi widać od razu. Peszt jest zdecydowanie bardziej wielkomiejski, wszyscy zdają się tu chodzić szybciej. Więcej jest restauracji czy barów. Buda jest dużo spokojniejsza, by nie powiedzieć senna. Obydwie części łączy kilka mostów, a najbardziej znany z nich to Most Łańcuchowy, stanowiący jeden z symbolów miasta. Jako pierwszy połączył Budę i Peszt. Jeśli zobaczycie go w dzień, to pewnie pomyślicie „Eee, most jak most”. Dlatego zachęcamy do zobaczenia go wieczorem, kiedy jest ładnie podświetlony i wygląda dużo bardziej efektownie.

W Budzie, czyli zachodniej części miasta, po przekroczeniu Mostu Łańcuchowego znajdziemy się u stóp Wzgórza Zamkowego. Dostać się na nie możemy pieszo, co zajmie nam kilka lub kilkanaście minut, jeśli zgubicie się po drodze tak jak my. Jest też możliwość wjazdu kolejką (Budavari Siklo). Koszt tej przyjemności wynosi 1200 HUF, czyli około 16 zł. Warto z niej skorzystać, aczkolwiek należy przyznać uczciwie, że widoki nie należą do kosmicznych. Po wyjściu z kolejki naszym oczom ukaże się Zamek Królewski. Jego dziedziniec stanowi niezły punkt widokowy na Peszt. Nastawcie się jednak na tłumy turystów, więc niełatwo o zrobienie zdjęcia. Osoby zainteresowane zwiedzaniem muzeów zainteresują się Węgierską Galerią Narodową i Muzeum Historii Budapesztu, znajdującymi się na terenie zamku.

W odległości kilku minut spacerem znajdziemy XIII-wieczny Kościół Macieja, który prezentuje się okazale. Gdy poczuliśmy jego monumentalność, zobaczyliśmy obok Starbucksa i hotel Hilton, które jakoś średnio nam tam jednak pasowały. Byliśmy tak oburzeni tym faktem, że aż wypiliśmy mrożoną kawę z karmelem i chyba kilogramem bitej śmietany, aby ukoić nasze nerwy. Tuż obok znajduje się Baszta Rybacka, jeden z bardziej charakterystycznych zabytków Budapesztu. Gdy patrzyliśmy na tę część dawnych murów obronnych miasta, nie mogliśmy pozbyć się wrażenia, że potajemnie kręci się tu filmy Disneya. To kolejne miejsce, gdzie zagęszczenie turystów przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Aby zrobić sobie zdjęcie z widokiem na Peszt, musieliśmy czekać kilka minut, ponieważ upatrzone przez nas miejsce wcześniej upolowała grupa sześciu Brytyjek. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że robiły sobie zdjęcia w każdej możliwej konfiguracji personalnej. Czyli, przykładowo, Kate z Emmą, a potem Emma z Jodie i Jane, ale już bez Kate, potem sama Jane, następnie Jodie, ale tylko z Cheryl i tak dalej i tak dalej. Dziewczyny testowały także różne ułożenie nóg. Może właśnie po to obok jest ten Starbucks, jakoś trzeba zabić czas.

Gdy uda się już zrobić fotkę, warto wybrać się na spacer uliczkami Starówki. Nie jest to najbardziej klimatyczne stare miasto na świecie, ale warto na nim poszukać choćby chwili oddechu od tłumów.

Jest jeden budynek, na którego nie sposób nie zwrócić uwagi, gdy patrzy się na Peszt ze Wzgórza Zamkowego. Mowa oczywiście o węgierskim Parlamencie, symbolu Budapesztu. Ta monumentalna budowla zachwyca wyglądem zarówno w dzień, jak i wieczorem, gdy jest pięknie oświetlona. Możliwe jest zwiedzenie wnętrz Parlamentu. Nieopodal można podziwiać Bazylikę Św. Stefana, największy kościół w stolicy Węgier.

W Peszcie nie omińcie Centralnej Hali Targowej, która znajduje się obok Mostu Wolności. Już sam budynek jest bardzo ładny. W środku, na licznych stoiskach możemy kupić lokalne produkty spożywcze (m.in. owoce, warzywa, wędliny, mięsa, sery, przyprawy, słodycze), jak również wyroby tekstylne i pamiątki. Na piętrze znajdziemy także alejkę z barami serwującymi specjały węgierskiej kuchni. Hala jest tłumnie odwiedzana tak samo przez turystów, jak i miejscowych, którzy robią tu codzienne zakupy.

W Budapeszcie znajdziemy jeszcze kilka miejsc wartych odwiedzenia. My jednak celowo odpuściliśmy intensywne bieganie po mieście, bo raz, że nie sprzyjał temu upał, a dwa, że nastawialiśmy się jeszcze na powolne cieszenie się „knajpowym” życiem Budapesztu, o czym szeroko napisaliśmy tutaj: Magia wieczornego Budapesztu 🙂 No i trzy, czyli luksus drzemki pierwszego dnia. Jedno możemy powiedzieć z pełnym przekonaniem, Budapeszt to piękne i klimatyczne miasto, do którego niebawem z pewnością wrócimy 🙂

Porady praktyczne

Dojazd z lotniska – najprostszym sposobem na dostanie się z lotniska do centrum miasta jest skorzystanie z lotniskowej linii 100E. Autobus rusza spod terminalu i kursuje niemal całą dobę, co 20 minut. Koszt biletu to 900 HUF, czyli około 11-12 zł. Bez problemu kupicie go w automacie przy przystanku. Dojazd do Deák Ferenc tér zajął nam około 30 minut.

Komunikacja miejska – po Budapeszcie można przemieszczać się autobusami, tramwajami i czterema liniami metra, komunikacja miejska jest więc bardzo sprawna. Jednorazowy bilet kosztuje 350 HUF, czyli około 4,50 zł. Nie próbujcie żyć na krawędzi i jeździć bez biletu, bo ich kontrole są bardzo często. Przez dwa dni kontrolerów spotkaliśmy kilka razy. A musicie wiedzieć, że nie wyglądali na takich, którzy chętnie urządziliby sobie pogawędkę z turystami, którzy „wciąż są w szoku, bo nie mieli pojęcia, że trzeba mieć bilet, nikt im o tym nie powiedział”.

M.

Jeśli spodobał Ci się tekst i chcesz być z nami na bieżąco, serdecznie zapraszamy do polubienia nas i obserwowania na Facebooku i Instagramie 🙂