Czwartek rano. Puciaczki u dziadków, więc bez zwykłego porannego biegu szykuję się do pracy. Patrzę w lusterku na swoje podkrążone oczy, włosy w nieładzie i myślę sobie, co by było, gdyby zamiast gnać do biura, być teraz gdzieś, gdzie naprawdę chciałoby się być? Też tak czasem macie? Wiecie, gdzie ja wyobrażam sobie siebie? Zawsze w tym samym miejscu. W Barcelonie. Nie wiem, co ma w sobie to miejsce, ale za każdym razem, gdy kupujemy bilety do stolicy Katalonii, cieszę się jak dziecko. Marzymy, że kiedyś sprawimy sobie tam małe mieszkanko, które stanie się naszym drugim domem.

W lipcu odwiedziliśmy Barcelonę po raz trzeci i z tej okazji przygotowaliśmy dla Was cykl wpisów, taką naszą subiektywną listę miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć w tym pełnym uroku mieście. I niestety, nie da się pominąć tych najbardziej obleganych przez turystów, bo choć bywa tłoczno, to uwierzcie, że WARTO! Na pierwszy ogień wzięliśmy najpopularniejsze chyba miejsce w tym mieście – La Ramblę, czyli deptak, który wyznacza centrum miasta. Zapraszamy na wspólny spacer 🙂

La Rambla – serce Barcelony

Ciągnie się od Placa Catalunya, aż do portu. W sezonie zatłoczona po brzegi,  podobnie jak większość miejscowych atrakcji, więc jeśli możecie, omijajcie w okresie czerwiec-sierpień, zdecydowanie lepiej ogląda się Barcelonę jesienią czy nawet zimą. Jeśli jednak zdecydujecie się na porę letnią, na La Ramblę wybierzcie się o poranku, wówczas możecie liczyć na nieco mniejsze tłumy. My spacerowaliśmy deptakiem w lipcowe popołudnie i uciekaliśmy szybciej, niż się tam pojawiliśmy. Przejście 200 metrów z dwójką dzieci (wózek + hulajnoga) graniczyło z cudem.

To nie zmienia faktu, że uwielbiamy La Ramblę, szczególnie jesienią. W listopadzie mogliśmy spokojnie spacerować i delektować się tym niepowtarzalnym, katalońskim klimatem. Naszym numerem jeden jest oczywiście Mercat de la Boqueria, czyli miejsce, w którym znajdziecie najróżniejsze kulinarne skarby Hiszpanii.

Owoce, warzywa, orzechy, mięso, ryby, owoce morza, oliwa z oliwek, wino, słodkości – wszystko najwyższej jakości. W  Boquerii możecie też skosztować pysznych tapasów w jednym z tamtejszych barów. Warto szczególnie dla świetnie przyrządzonych ryb i owoców morza (o mamo, ślinka cieknie po kolana!). Jednym słowem, must see na liście barcelońskich atrakcji. W dodatku łatwo tu trafić. Idąc La Ramblą z Placa Catalunya, zobaczycie go jakieś 200-300 metrów dalej, po prawej stronie, tuż przed stacją metra Liceu (zielona linia).

Kawałek dalej, po przeciwnej stronie ulicy zobaczycie kamienicę, której fasadę zdobią kolorowe parasolki. To Casa Bruno Cuadros, dawny sklep z parasolkami. Swój egipsko-orientalny styl zawdzięcza dwóm architektom, którzy w 1883 roku odnowili kamienicę zgodnie z panującymi wówczas trendami. Tak, na fasadzie wypatrzycie nawet chińskiego smoka, który nie tylko miał chronić biznes właściciela, Bruna Cuadrosa, ale stał się również symbolem modernizmu. Podobno w Barcelonie znajduje się około 400 smoków, rozrzuconych tu i tam.

Na tym odcinku warto tez uważniej patrzeć pod nogi – na chodniku na Placa de la Boqueria znajduje się kolorowa mozaika zaprojektowana przez katalońskiego artystę Joana Miró, pioniera surrealizmu. Miró nie chciał, aby jego mozaika była chroniona przez szkło czy w jakikolwiek inny sposób oznaczana. Miał tylko jedno życzenie: aby grafika była na tyle mocna, żeby poradzić sobie z prawie 78 milionami ludzi przechodzącymi przez Ramblę każdego roku. I faktycznie – wielu ludzi przechodzi tędy, nie wiedząc nawet, że depcze dzieło wielkiego twórcy. Z dziełami Miró zetkniecie się już na barcelońskim lotnisku El Prat – mozaika na jednej ze ścian budynku jest właśnie jego projektu.

Czas na odpoczynek? Gdy jesteśmy w tej okolicy, zawsze wchodzimy na Placa Reial i zasiadamy w jednej z restauracji lub tapas barów na pyszną, nieśpieszną kawę. Na tym kwadratowym placu życie toczy się ciut wolniej, niż przy La Rambli. Odnajdziecie tu ślad Antonia Gaudiego – to on zaprojektował modernistyczne lampy przy fontannie Tres Gracias. W okresie świątecznym Placa Reial jest oświetlony licznymi światełkami. W towarzystwie palm dają naprawdę magiczny klimat. Do placu prowadzi ulica Carrer de Colom. Gdy tylko w nią skręcicie, będziecie wiedzieć, że dobrze trafiliście.

Po pysznej kawie ruszamy dalej. Przed nami wyjątkowy Palau Güell. Nie mieści się przy samej Rambli, żeby do niego trafić, trzeba skręcić w Carrer Nou de la Rambla. Pałac Güella to idealny przykład modernistycznej architektury i jedno z pierwszych dzieł Antonia Gaudiego. Projekt budynku powstał na zamówienie bogatego przemysłowca Eusebiego Güella, który całkowicie zaufał młodemu artyście. W efekcie powstał niesamowity, innowacyjny projekt, w tamtych czasach uważany za ekstrawagancki i dziwaczny. Ściany budynku zdobi głównie surowa cegła, wówczas nie ciesząca się uznaniem, Gaudi wykorzystał też we wnętrzach dużo kutego żelaza, drewna i kolorowych kafli. Brzmi, jak niezła mieszanka, prawda?

Cały budynek robi piorunujące wrażenie, ale prawdziwa magia znajduje się na dachu. 20 kolorowych kominów, przypominających jakby żołnierzy z innej planety, sprawia, że to prawdziwie wyjątkowe miejsce. Każdy komin to małe dzieło sztuki. A dla nas to miejsce szczególne. Podróż do Barcelony była raptem naszą drugą, wspólną podróżą. Byliśmy jeszcze na studiach, niewiele wiedzieliśmy o świecie. Na tym dachu zrobiliśmy sobie wówczas milion zdjęć, zachłysnęliśmy się nowym i nieznanym dotąd pięknem. Staliśmy przytuleni w nieskończoność, nie mogąc nacieszyć się sobą i widokami. Za drugim razem, gdy wróciliśmy już z naszym rocznym synkiem, zatrzymaliśmy się w hotelu sąsiadującym z Palau Güell. Przyjechaliśmy w nocy, więc Antoś nie bardzo wiedział, gdzie jesteśmy. Gdy tylko się obudził, podbiegł do okna, odsłonił zasłonkę i jego oczom ukazały się te właśnie kominy. Stał tak i dłuuugo patrzył, jak my kilka lat wcześniej. Zastanawiamy się, czy on też właśnie w tamtej chwili zakochał się w Barcelonie 🙂

Nacieszyliśmy oko Gaudim i możemy kierować się dalej, w stronę portu. Na samym końcu Rambli, tuż przy morzu Waszym oczom ukaże się Pomnik Kolumba. Najciekawsze jest w nim to, że można wejść na jego szczyt i podziwiać panoramę Barcelony. Warto zainwestować tych parę euro.

O kolejnych skarbach Barcelony przeczytacie u nas już wkrótce, ale mamy nadzieję, że już sam spacer po Rambli sprawił, że poczuliście wyjątkowość tego katalońskiego miasta.

I.

Informacje praktyczne:

1. Mercat de la Boqueria: otwarty od poniedziałku do piątku, w godz. 8.00 – 20.30. W niektóre hiszpańskie święta market jest nieczynny, informacje na ten temat znajdziecie na stronie: http://www.boqueria.barcelona/home Znajdziecie tu też spis wszystkich stoisk i mapkę. Najbliższe metro, którym dojedziecie do Boquerii: Liceu (zielona linia).

2. Palau Güell: warto pamiętać, że Pałac zamknięty jest w poniedziałki, a godziny otwarcia różnią się w zależności od pory roku. Najbliższe metro: Liceu (zielona linia), cena biletu normalnego wynosi 12 euro, ulgowych 9-5 euro, dzieci poniżej 10. roku życia mają bezpłatny wstęp. Informacje na temat dokładnych godzin otwarcia i aktualnych cen biletów znajdziecie na stronie: https://palauguell.cat/en/ Za pośrednictwem strony można również kupić bilet (dobrze skorzystać w sezonie, żeby uniknąć kolejek przy kasie).

3. Noclegi przy La Rambli: wspomniany przez nas w tekście hostel przy La Rambli to Hostal Benidorm. Z czystym sercem polecamy, aczkolwiek z cenami bywa różnie. W grudniu nocleg w pokoju dwuosobowym kosztował nas ok. 260 zł za dobę, gdy chcieliśmy zarezerwować noclegi w lipcu, cena sięgała 500-600 zł za dobę. W sezonie robi się naprawdę drogo, więc jest jeszcze jeden powód, dla którego lepiej wybrać się do Barcelony jesienią, zimą lub wczesną wiosną.

4. Barcelona słynie też niestety ze złodziei, szczególnie dużo ich na zatłoczonej La Rambli, trzymajcie więc torebki, aparaty i inne cenne rzeczy blisko!