Zakochać się w Apulii jest szalenie łatwo. Jest coś magicznego w tym, że tak wiele urokliwych miasteczek można znaleźć tak blisko siebie. Ten położony we włoskim obcasie region to świetne miejsce na delektowanie się la dolce vita. Byliśmy tam na przełomie października i listopada. To bardzo dobry czas na wakacje. Turystów jest już sporo mniej niż w okresie letnim, więc nie przytłacza nadmiar ludzi. Pogoda – umówmy się, że temperatura w okolicach 20 stopni i sporo słońca to bardzo miła alternatywa wobec coraz chłodniejszej i ciemniejszej Polski w tym czasie. Nic tylko jechać!

Więc co warto zobaczyć? Jakie miejscowości odwiedzić? Możliwości jest mnóstwo, my zaś podzielimy się z Wami wrażeniami z naszego tygodniowego pobytu.

Jak dostać się do Apulii?

Lecieliśmy do Bari, stolicy regionu. Łatwo można dotrzeć tam WizzAirem z Warszawy i Krakowa, sezonowo także z Wrocławia, a od czerwca przyszłego roku również z Gdańska. Z Krakowa dolecicie tam także Ryanairem. Po Apulii podobno całkiem sprawnie można poruszać się pociągiem. My wynajęliśmy samochód na lotnisku w Bari. Wypożyczalni aut jest tam kilkanaście, więc do wyboru, do koloru. Z wyprzedzeniem zarezerwowaliśmy auto w firmie Goldcar. Wszystko było ok, nie mamy na co narzekać. No może tylko foteliki samochodowe dla dzieci były słabej jakości jak na to, że ich wypożyczenie kosztowało więcej niż wynajęcie całego auta i jego pełne ubezpieczenie. Absurd.

Polignano a Mare

Piękne. Nadmorska miejscowość, która powinna znaleźć się na trasie każdej wycieczki po Apulii. Najbardziej znana jest ze swojej położonej w zatoczce pomiędzy skalnymi klifami plaży Lama Monachile. Znajdziecie ją w samym centrum miasteczka. W sezonie podobno jest bardzo zatłoczona, co nie dziwi, zważywszy na to, że jest niewielka. Widok z plaży na klify jest zacny, ale szczególnie mocno polecamy spojrzeć na nią z góry, od strony starówki (centro storico). Dawniej powiedzielibyśmy, że to pocztówkowy widok, teraz pewnie bardziej, że intagramowy. Tak czy siak, po prostu urzekający.

Plażę i klify można także podziwiać z pespektywy mostu Ponte Borbonico di Lama Monachile, który sam w sobie robi już wrażenie.

Tuż obok mostu znajdziecie bramę prowadzącą do centro storico. Niespieszny spacer wąskimi, klimatycznymi uliczkami to chyba najlepszy sposób na doświadczenie tej części miasteczka. I gubienie się, skręcanie gdzie popadnie. To właśnie tam Antek i Maja wymyślili zabawę w labirynt, którą powtarzaliśmy w każdym kolejnym apulijskim miasteczku. Szukaliśmy tajemnych przejść i z napięciem czekaliśmy na to, co będzie za rogiem. W labiryncie pięknych uliczek będziecie mieć ochotę wyrzucić zegarek czy smartfona, przestać myśleć o upływie czasu i cieszyć się widokiem kolorowych okiennic, białych kamieniczek, licznych roślin. W słońcu będą wygrzewać się rozleniwione koty. Podnosimy głowę do góry i co widzimy? Błękitne niebo i suszące się pranie, którego pełno na zaokiennych suszarkach. Zapach płynów do płukania był więc nieodłącznym towarzyszem spaceru.

Starówka pełna jest też małych, urokliwych placyków, jak również tarasów, skąd można podziwiać morze, zatoczki i klify.

Jeśli najdzie Was ochota na lody, to polecamy Gelateria Mario Campanella. Znajdziecie ją naprzeciwko wejścia na starówkę. Lody były naprawdę pyszne, chyba najlepsze ze wszystkich, które jedliśmy w trakcie naszego wyjazdu. A musicie wiedzieć, że jedliśmy je codziennie. No bo dzieci chciały, nie mieliśmy wyjścia przecież.

Monopoli

Monopoli to kolejna perełka Apulii. Tutaj najbardziej charakterystycznym widokiem jest z kolei stary port z niebieskimi łódkami rybaków, które leniwie kołyszą się na wodzie i których kolor kontrastuje z jasnymi kamienicami dookoła portu. Zatrzymaliśmy się tam na krótki odpoczynek, aby obserwować pracę rybaków, którzy wrócili z porannych połowów. Jeden filetował ryby, inni przerzucali z łódki na łódkę nieskończenie wielką sieć. A my cieszyliśmy się promieniami słońca.

Nieopodal portu znajduje się nadmorski deptak. Jest tam sporo knajpek, więc wieczorem musi być tam miły klimat. My spacerowaliśmy w czasie sjesty, więc większość z nich była wtedy zamknięta. Deptakiem dojść można do kilku plaż. Najbliższa z nich jest piaszczysta i bardzo wąska. Szczerze mówiąc nie urzekła nas za specjalnie.

Co innego starówka. Labirynt uliczek potrafi pochłonąć. Chodzenie po nich było dla nas czystą przyjemnością. Piękne domy i kamienice, dużo roślin, kawiarenki i knajpki zachęcające do tego, aby przysiąść i coś przekąsić lub po prostu wypić aromatyczną kawę. Liczne zaułki, placyki i place, z głównym Piazza Garibaldi, na którym jedliśmy przepyszną pizzę. Snuliśmy się po Monopoli i rozmyślaliśmy, jak zorganizować życie, żeby móc cieszyć się częściej takim rozkosznym spowolnieniem czasu.

Alberobello

To miasteczko wygląda jak żywcem wyjęte z bajki o smerfach. A wszystko za sprawą trulli, czyli małych, białych, kamiennych domków ze stożkowymi dachami. Większość mieszkańców miasteczka mieszka już w klasycznych domach, jednak turystów przyciąga ta część Alberobello, Rione Monti, po której śmiało mogłyby biegać krasnoludki. W miasteczku i okolicach znajduje się około 1500 takich domków.

Warto zbaczać z głównych uliczek, bo na tych turystów jest mnóstwo. Zrobienie zdjęcia bez kilkunastu osób w kadrze graniczyło z cudem. Po odejściu w bok już łatwiej cieszyć się spacerem w baśniowej krainie. Dodatkowego uroku domkom dodają liczne kolorowe donice z kwiatami. Niestety nie zobaczyliśmy tyle, ile chcielibyśmy, bo z Alberobello wypędziła nas mocna ulewa, jedyny deszcz podczas naszego tygodniowego wyjazdu.

Ostuni

La Città Bianca, czyli białe miasto. Po dotarciu na miejsce czy po zobaczeniu miasta z daleka nie będziecie mieć wątpliwości, skąd taka nazwa. Zdziwicie się, jeśli napiszemy, że Ostuni to kolejny zachwyt?

Zwiedzanie zaczęliśmy od sympatycznego Piazza della Liberta, Placu Wolności, głównego placu w mieście. Ruch na nim był spory, knajpy pełne, a turyści wymieszani z miejscowymi. Na położoną na wzgórzu starówkę prowadzi z placu Via Catedralle, główna ulica turystyczna, przy której znaleźć można dużo sklepików i knajpek. Było na niej tłoczno, więc dosyć szybko skręciliśmy w pierwszą lepszą boczną uliczkę. I to był strzał w dziesiątkę! Wkroczyliśmy w magiczną plątaninę wąskich uliczek. Ludzi bardzo mało, a jeśli już, to głównie mieszkańcy. Wywieszający pranie, dłubiący coś na balkonie. Wszędzie bielone domy, schody, rośliny, kolorowe okiennice i drzwi. Snuliśmy się tymi krętymi uliczkami, z każdą chwilą zakochując się w Apulii jeszcze mocniej. I napotykaliśmy mieszkanki Ostuni, które zatrzymywały się przy Antku i Mai, uśmiechały się i zaczynały do nas nawijać po włosku z ciepłem w głosie. Nic nie rozumieliśmy, ale było nam bardzo miło.

No i te kolorowe drzwi. Bajka!

Całkiem przypadkiem trafiliśmy na Sapori D’eccellenza, bar z kanapkami tuż przy wspomnianej głównej ulicy. Teraz doczytaliśmy, że to znany i ceniony lokal. Kupiliśmy najprostsze kanapki, bo dzieci były już głodne. Pyszności!

Locorotondo

Tutaj także można podziwiać starówkę na wzgórzu w białej zabudowie, stworzoną na planie koła. Nam skojarzyło się z takim mniejszym Ostuni. Dookoła gaje oliwne i winnice oraz trulli, niezwykle miła okolica. Byliśmy tam w niedzielę. Gdy dotarliśmy w okolice historycznej części miasteczka ludzie akurat wychodzili z mszy, odbywało się jakieś zebranie na placyku przy bramie głównej. Było gwarno i tłoczno. Nie minął kwadrans i zrobiło się niemal zupełnie pusto. Włosi udali się do domów na obiad i odpoczynek, a my ruszyliśmy na spacer.

Starówka jest mała, więc dosyć szybko zaczęliśmy mijać trzeci raz te same miejsca. Jednak nie przeszkadzało nam to, ponieważ leniwy spacer po klimatycznych włoskich uliczkach to coś, na co raczej nigdy nie będziemy narzekać.

Lecce

Do położonego dalej na południe Lecce dotarliśmy kolejnego dnia. Niby niecałe 100 tysięcy mieszkańców, ale po małych miasteczkach czuliśmy się tam jak w metropolii. Lecce ma także inny klimat ze względu na barokowy styl, wyższą zabudowę. Mocno kontrastuje z białymi, prostymi miasteczkami. Tutaj sporo jest bogato zdobionych budynków i kościołów.

Sercem miasta jest Piazza Sant’Oronzo. Znajdują się tam zarówno dobrze zachowane ruiny rzymskiego amfiteatru, kolumna świętego Oroncjusza, jak i McDonald’s czy też bank. Na placu mieszają się tłumy turystów i miejscowych. Nas nie zachwycił. Innym ważnym placem jest Piazza del Duomo, przy którym stoi katedra.

Wrażenie robi na pewno zachwycająca zdobieniami Basilica di Santa Croce. Warto po prostu poprzechadzać się uliczkami starego miasta i podziwiać liczne kościoły i dawne pałace. Tuż obok starówki znajduje się całkiem przyjemny park miejski. Jeśli podróżujecie z dziećmi, to jest to dobre miejsce na przystanek, bo są tam dwa place zabaw. U nas to rzecz niezwykle pożądana, gdy dzieci zaczynają być zmęczone zwiedzaniem z rodzicami, którzy chcieliby zobaczyć jeszcze tylko to i wejść jeszcze tylko tam.

Lecce jest obiektywnie bardzo ładnym miastem, ale czegoś nam w nim zabrakło. Może to kwestia odbioru po odwiedzeniu miasteczek o zupełnie innym klimacie, gdzie czas płynie inaczej. A tu jednak mimo wszystko bardziej wielkomiejsko.

Bari

Tam przylecieliśmy i stamtąd wracaliśmy. Czasu starczyło nam jedynie na dosyć krótki spacer po starówce, która jest bardzo sympatyczna. Nie zapadła nam jednak jakoś nadzwyczajnie w pamięci. O ile z każdego innego miasta mam mnóstwo obrazów w głowie, o tyle Bari jakby wpadło i wypadło z niej. Byliśmy tam jednak w dniu przylotu, nieco zmęczeni, więc to mogło mieć bardzo duży wpływ na odbiór. Nie skreślamy, postaramy się dać drugą szansę przy ponownych odwiedzinach Apulii.

Gdzie spać?

Początkowo planowaliśmy codziennie zmieniać nocleg i spać w innym mieście. Po wnikliwszym zapoznaniu się z mapą Apulii wiedzieliśmy już, że wszystkie miasteczka są na tyle blisko siebie, że lepiej mieć jedną bazę wypadową na 2-3 noce i stamtąd dojeżdżać wynajętym autem do kolejnych miejsc. Nie chcieliśmy także mieszać w głowach Antka i Mai, dla których codzienna zmiana miejsca do spania mogłaby być zbyt dużą zmianą.

Nieopodal Bari spaliśmy trzy noce w Masseria Lama San Giorgio w Rutigliano. Urocza agroturystyka. Miejsce wybraliśmy pod kątem dzieci, więc na terenie czekało na nas mini zoo z kozami, osiołkiem i kaczkami, plac zabaw, małe boisko do piłki nożnej, a także odkryty basen. Do tego mnóstwo winorośli. Trochę winogron skubnęliśmy, były słodziutkie. Świetne miejsce, w którym można porządnie odpocząć.

Kolejny nocleg też możemy śmiało polecić. Alcova Lonoce w Ceglie Massapica, blisko Ostuni. Bardzo klimatyczny apartament ze ścianami z kamienia. Sama miejscowość nie jest turystyczna i takiej właśnie szukaliśmy, aby być nieco na uboczu. Miasteczko ma za to bardzo urokliwy plac główny i senny, urzekający klimat. W dniu przyjazdu poszliśmy wieczorem coś zjeść. Trafiliśmy do małej pizzerii, w której nikt nie mówił ani słowa po angielsku. Ale właściciel był niezwykle miły i z uśmiechem na ustach przyjmował nasze starania wysłowienia się po włosku. Pizze zrobił pyszne i był bardzo szczęśliwy, gdy daliśmy mu znać, że nam smakuje.

Gdy wyszliśmy z knajpki był już wieczór, Włosi niespiesznie przechadzali się uliczkami odchodzącymi od placu i dyskutowali przed domami. Ulicą, którą szliśmy jechał radiowóz lokalnej policji. Policjant wyglądał przez okno i machał do mijanych ludzi. Nagle samochód zatrzymał się przed jednym z lokali, policjant wysiadł i wylewnie zaczął witać się z jedną ze starszych pań, które siedziały w środku. Żartowaliśmy, że to pewnie mama jego kolegi czy ktoś w tym stylu. Nazajutrz jedliśmy śniadanie w kawiarence przy placu. Towarzyszyli nam miejscowi, którzy pili kawę, czytali gazety, dyskutowali, wspólnie patrzyli się w niebo. A my staraliśmy się chłonąć ten niespieszny nastrój sobotniego poranka.

No i te ceny. Apulia nie jest droga. Jest mnóstwo knajp, w których można zjeść prostą i naprawdę pyszną pizzę za 3,50-4 euro. Znalezienie kawiarni z cappuccino za 1,20-1,50 euro to też nie problem.

Zakochaliśmy się w Apulii. Wrócimy tam, bo ten region oferuje jeszcze wiele pięknych miejsc. Klimatyczne miasteczka, życie w innym tempie, uśmiechnięci Włosi, słońce, pyszne jedzenie. La dolce vita!

M.

 

Jeśli spodobał Ci się tekst i chcesz być z nami na bieżąco, serdecznie zapraszamy do polubienia nas i obserwowania na Facebooku i Instagramie 🙂